Duch świąt – Anna Kańtoch (recenzja)

Nie przestaje mnie zachwycać przewrotność tego pomysłu i nonszalancja z jaką wyd. Muduko wypuściło w czerwcu książkę świąteczną z zimowym widoczkiem na okładce. „Duch świąt” obiecuje bożonarodzeniową opowieść z dreszczykiem, ale musicie wiedzieć, że nie jest to zwykła książka, bo najnowsze dzieło Anny Kańtoch to jednocześnie zajmująca powieść i nie mniej fascynująca gra paragrafowa.

Jestem zagubionym aniołem - Jordi Lafebre (recenzja)

Pamiętam, że po lekturze komiksu „Jestem ich milczeniem” Jordiego Lafebre pomyślałam, że chętnie spotkałabym się z Evą jeszcze raz, na kartach innej opowieści. I oto jest! „Jestem zagubionym aniołem” to druga część perypetii sympatycznej psycholożki, która znów pakuje się w tarapaty.


U Evy niewiele się zmieniło. Zmarłe krewne wciąż za nią chodzą i komentują wszystkie wydarzenia, a sama Eva nadal przyciąga kłopoty jak magnes. Tym razem dziewczyna zostaje zatrzymana na miejscu zbrodni, a ponieważ musi złożyć zeznania, z odsieczą przybywa doktor Llulla. Jak to możliwe, że Eva wmieszała się w sprawy neonazistów? Przeczytajcie sami, bo to opowieść tak samo nieprawdopodobna jak sama bohaterka komiksu. 

Jeśli na początku pojawia się cytat z Indiany Jonesa, to mus być dobra historia. Prawda? Tak założyłam, jednak rzeczywistość nieco rozminęła się z oczekiwaniami. Sama zagdaka kryminalna nie jest ani przesadnie ciekawa, ani skomplikowana, ani tajemnicza. Ot, zwykła zagwozdka, którą z łatwością można rozgryźć. Pod tym względem zero zaskoczeń. A jednak całość nie rozczarowuje, gdyż Eva kradnie swoją osobą całe show, jest motorem napędowym scenariusza oraz najjaśniejszym punktem na każdej planszy. 


Bohaterka Jordiego Lafebre jest tak samo nietuzinkowa i błyskotliwa, jak poczucie humoru autora. Te dwa atuty sprawiają, że komiks czyta się z lekkością i przyjemnością, choć pozorne tajemnice wcale tajemnicze nie są, a wątek kryminalny jest naciągany. A jednak urokowi Evy nie sposób się oprzeć, widmowe ciotki rozbrajają każdą sytuację, a fragmenty związane z miłosnymi sprawkami pani psycholog są tak rozkosznie zabawne, że czytałam je z szerokim uśmiechem na twarzy. Z resztą odpowiednią robotę robi tu warstwa wizualna komiksu, gdyż kadry są dynamiczne i żywe, Barcelona piękna i łatwa do rozpoznania, a mimika postaci podbija odbiór całości o kilka oczek. 

„Jestem zagubionym aniołem” to pod względem fabularnym komiks najwyżej średni, ale sama bohaterka i cała otoczka wokół sprawiają, że album w przedziwny sposób trafia do serduszka, bawi i rozgrzewa wnętrze, bo Jordi Lafebre nie bagatelizuje problemów Evy, ale też nie pozwala, żeby były tym, co determinuje jej egzystencję i w wyjątkowo lekki sposób pozwala wierzyć, że nawet będąc obarczonym jakąś chorobą psychiczną lub zmagając się z trudnymi epizodami, można cieszyć się życiem i czerpać z niego garściami. I z tym optymistycznym akcentem Was zostawię. 

♥♥♥ 
Jordi Lafebre, Jestem zagubionym aniołem (tyt. oryg. Je suis un ange perdu), wyd. Non Stop Comics, tłum. Jakub Syty, Katowice 2026. 



Dobranoc - Joanna Kordula (recenzja)


„Dobranoc” to debiutancka powieść Joanny Korduli i jak to z debiutami bywa, można w niej wyczuć, że autorka jest jeszcze trochę zachowawcza, kryje się za cudzymi słowami i nie pozwala sobie na pisanie z rozmachem. ALE, to dopiero pierwszy tom zapowiadanej trylogii, więc wierzę, że po dobrze przyjętym początku, wiatr dmuchanie w skrzydła pisarki i poznamy literackie możliwości pani Korduli.

O uczniach Pana Jezusa. Czy można być przyjacielem Pana Boga? - ks. Jan Twardowski (recenzja)

 

Sto jedenaście lat temu na świat przyszedł mały Janek, wyczekany chłopiec, oczko w głowie całej rodziny, który po latach został ks. Janem Twardowskim. Dziś również święto nas wszystkich, czyli Dzień Dziecka. Teoretycznie to tylko przypadek, że te dwa wydarzenia łączy wspólna data, ale przecież nie ma przypadków, więc zupełnie nie dziwi mnie, że święto dzieci oraz urodziny księdza, który tak troskał się o najmłodszych, przypadają właśnie dziś. Z tej okazji okolicznościowa książka. „O uczniach Pana Jezusa. Czy można być przyjacielem Pana Boga?” to drugi z pięciu tomów serii „Księdza Twardowskiego pytania i odpowiedzi”. 

Dzień, w którym wieloryb przepłynął przez Londyn - Selja Ahava (recenzja)

Życie pęknięte na pół, liczone już zawsze na przed i po, poskładane nieudolnie, z dziurami w sercu i pamięci. Spacer jako ucieczka, wyobraźnia jako miejsce schronienia i umysł, który zaczyna szwankować i oszukiwać zmęczone ciało. „Dzień, w którym wieloryb przepłynął przez Londyn” Selja Ahava to powieść, w której nie wiadomo co jest prawdą, a co wytworem zaburzonej pamięci.

Czy wszystkie misie robią kupę w lesie? - Huw Lewis-Jones (recenzja)

Nie potrafiłam oprzeć się tej książce, więc gdy tylko do mnie dotarła, otworzyłam okładkę i przeczytałam ją od razu w całości. Coś wspaniałego! Właśnie tak powinny wyglądać porządne publikacje popularnonaukowe dla dzieci. No i ten żartobliwy tytuł – „Czy wszystkie misie robią kupę w lesie?” jest doskonałym wabikiem na małych i dużych wielbicieli żartów i przyrody. 

Moc Ewangelii. Wiara chrześcijańska w 10 słowach – papież Leon XIV (recenzja)

Papieżowi Leonowi XIV stuknął pierwszy roczek pontyfikatu. Papa Americano od pierwszych chwil podbił serca ludzi dzięki swojej sympatycznej powierzchowności, ale lubić papieża i zachwycać się jego zdjęciami (szczególnie w sportowych najkach) to jeszcze za mało. Jego trzeba słuchać z uwagą i brać sobie do serca słowa następcy św. Piotra.

O tajemnicach wiary. Gdzie się ukrył Pan Bóg? - ks. Jan Twardowski

Ostatnimi czasy nakładem wydawnictwa Święty Wojciech wyszła pięciotomowa seria dla dzieci „Księdza Twardowskiego pytania i odpowiedzi”. Książki ukazywały się kolejno od zeszłego roku, natomiast ostatni, zamykający tom jest jeszcze ciepły. Jak sami rozumiecie nie mogłam przejść obojętnie obok książek z nazwiskiem ks. Jana od Biedronki na okładce, a ponieważ każda z nich zasługuje na osobny wpis, to będę Wam o nich opowiadać z osobna. Dziś przyszła pora na część pierwszą, czyli „O tajemnicach wiary. Gdzie ukrył się Pan Bóg?”

Triest, czyli nigdzie - Jan Morris (recenzja)

Dawno nie czytałam tak dobrej książki non-fiction jak „Triest, czyli nigdzie” Jan Morris. To esej podróżniczy napisany w starym stylu, podszyty nostalgią i tym rodzajem zachwytu, który nakazuje podzielić się z innymi obiektem swoich uczuć. Kiedyś w ten sam sposób Mariusz Szczygieł opowiadał o Pradze.